przejdź do zawartości



 

Wszyscy zobaczą, jak ważna jest Polska w Europie - wywiad z Mikołajem Dowgielewiczem

Wszyscy zobaczą, jak ważna jest Polska w Europie, 2-3.01.2010
Wywiad z Mikołajem Dowgielewiczem, ministrem ds. europejskich rozmawia Andrzej Godlewski

 Od 1 lipca 2011 r. przez pół roku Polska będzie po raz pierwszy kierowała pracami UE. Tymczasem od wczoraj nie pełni juz Pan funkcji pełnomocnika rządu do spraw polskiej prezydencji w Unii - to stanowisko zostało zlikwidowane. Czy to prestiżowe, ale i niezwykle trudne przedsięwzięcie nie jest już tak ważne?
Zgodnie z ustawą o Komitecie do Spraw Europejskich… od 1 stycznia 2010 r. przygotowaniami do prezydencji zajmować się będzie sekretarz stanu ds. europejskich w MSZ. Zostanie on prawdopodobnie powołany przez premiera w poniedziałek, a to oznacza, ze żadnej przerwy w przygotowaniach nie będzie.

Czyli nadal, ale z innym tytułem będzie Pan przygotowywać Polskę do prezydencji?
To zależy od decyzji premiera.

Równocześnie trwają inne zmiany w polskiej administracji; Urząd Komitetu Integracji Europejskiej staje się częścią MSZ. Oznacza to, że w najbliższym czasie urzędnicy będą musieli zajmować się głównie sobą. Czy również to nie opóźni terminarza przygotowań?
Przeciwnie - mam nadzieję, że nawet przyspieszy m.in. dzięki temu szybciej uda się przygotować polskie placówki zagraniczne do prezydencji. Zresztą przewodniczenie Unii to nie tylko zadanie dla jednego resortu. Przygotować muszą się wszystkie ministerstwa. Dlatego rok 2010 będzie czasem europeizacji polskiej administracji.

Dlaczego do tej pory rząd nie wybrał priorytetów prezydencji?
Mamy jeszcze na to czas - do prezydencji pozostało jeszcze 540 dni. Poza tym potrzebne są jeszcze dyskusje wewnątrz rządu oraz z naszymi partnerami zagranicznymi. Polska prezydencja będzie realizowana w ramach tzw. Trio, czyli razem z Duńczykami i Cypryjczykami, którzy po nas przejmą stery w UE. Na te półtora roku chcemy przyjąć wspólny program, a jego pierwszy projekt powstanie do czerwca 2010 r. Musimy też poczekać na pięcioletni program działania nowej Komisji Europejskiej, który zostanie zapewne ogłoszony na wiosnę.

Czyli kiedy będzie gotowy program polskiej prezydencji?
Myślę, że stanie się to jesieni.

A co z kwestią finansów UE na lata 2014-2020? Jaka może być rola Polski w negocjacjach w tej sprawie?
Spodziewamy się, że negocjacje ruszą za rok, kiedy Komisja Europejska przedstawi swój projekt perspektywy finansowej. Stanie się to podczas prezydencji węgierskiej, ale ta sprawa zajmiemy się już wspólnie z Węgrami.

Jakie są szanse, że negocjacje o finansach UE zakończą się podczas polskiej prezydencji?
To nierealistyczne. Myślę, że negocjacje budżetowe przeciągną się nawet do drugiej połowy 2012 r. Zresztą z punktu widzenia interesów Polski byłoby lepiej, gdyby ich nie finalizować podczas naszej prezydencji. Kraj, który przewodniczy Unii, musi odgrywać rolę uczciwego pośrednika i często musi rezygnować ze swoich racji. To, co będziemy mogli zrobić, to przygotować pewne elementy kompromisu, z których skorzystaliby później Duńczycy i Cypryjczycy.

A co z polityką wschodnią? Jakie znaczenie będzie ona miała podczas polskiego przewodnictwa?
Chcemy, by juz rok 2010 był przełomowy dla Partnerstwa Wschodniego. Chodzi tu o ułatwienia wizowe i liberalizacje handlu m.in. z Ukrainą. Przy czym oczywiście dużo zależy od wyniku wyborów prezydenckich na Ukrainie. Sukcesem Polski jest już to, ze Jose Manuel Barroso zdecydował - o co zabiegał premier Donald Tusk - że w nowej Komisji będzie specjalny komisarz ds. polityki sąsiedztwa.

Niektórym ta decyzja jednak się nie podoba.
To prawda. Pojawiają się zarzuty, że Barroso uległ polskiej presji, a jego decyzja utrudni koordynacje unijnej polityki zagranicznej. Dlatego spodziewam się że podczas przesłuchań w Parlamencie Europejskim czeski komisarz Stefan Fuele będzie w tej kwestii przepytywany. Oczekuję, że polscy eurodeputowani solidarnie się zaangażują, by komisarz UE odpowiedzialny za partnerstwo wschodnie miał silny mandat polityczny.

Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego narodowe prezydencje nie będą już tak istotne jak wcześniej. Nawet prestiżowe szczyty z państwami trzecimi - jak planowany na czas polskiego przewodnictwa szczyt UE-Indie - odbywać się będą w Brukseli. Czy nic nie da się zmienić?
To, że szczyty z krajami trzecimi odbywać się będą w Brukseli jest zgodne z duchem traktatu lizbońskiego. Mamy jednak kilka pomysłów na organizacje innych znaczących wydarzeń. Premier Tusk będzie rozmawiać z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem van Rompuyem podczas jego wizyty w Warszawie 26 stycznia.

Sensem prezydencji w UE była również promocja kraju i pokazanie innym Europejczykom czegoś więcej niż Bruksela i własna stolica. Czy w nowej sytuacji będzie to jeszcze możliwe?
Jak najbardziej. Podczas naszego przewodnictwa odbędą się Europejskie Dni Rozwoju, które są imprezą o zasięgu globalnym i w których biorą udział delegacje z całego świata.

Jedno z polskich miast będzie gospodarzem tego wydarzenia. Co poza tym?
Planujemy w Polsce bardzo ważne spotkania szefów spraw wewnętrznych, ministrów finansów i spraw zagranicznych z krajów UE. Warto pamiętać, że poza radą ministrów spraw zagranicznych, której przewodniczy wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej, wszystkie pozostałe rady nadal będą prowadzić ministrowie z kraju prezydencji. Polscy ministrowie będą współdecydować do jakich miast w Polsce zaproszą kolegów z UE. W sumie imprez związanych z naszą prezydencją będzie 150.

Gdzie głównie odbywać się będą te wydarzenia?
Jest lista kilkunastu miast ze wszystkich regionów Polski, które będą je gościć. Ze względu na swój potencjał kluczowe poza Warszawą będą Gdańsk z Sopotem, Kraków, Katowice, Toruń z Bydgoszczą oraz Wrocław i Poznań.

Jednak mapa imprez polskiej prezydencji pokazuje, że na wschód od Wisły niewiele będzie się działo
To nie jest do końca przesądzone. Tym bardziej, że jednym z ośrodków rekomendowanych przez rząd jest Rzeszów i Łańcut.

A dlaczego nie Lublin? Od unii lubelskiej do europejskiej - mówił Jan Paweł II.
Niewystarczająca baza hotelowa i kongresowa oraz brak lotniska sprawiają, że duże wydarzenia nie mogą być organizowane w tym mieście.

Czy w związku z prezydencją wybory parlamentarne nie powinny się odbyć na wiosnę 2011 r.?
Przygotowujemy się na każdy wariant. Nie zależy to jednak wyłącznie od rządu. Jeśli główna partia opozycyjna przegra w tym roku wybory prezydenckie i samorządowe, to nie wiem, jak zareaguje na wcześniejsze samorozwiązanie parlamentu.

Na prezydencję wydamy 430 mln zł. Ale co ona da Polakom?
Ona mobilizuje i zmienia na lepsze polską administrację. Poza tym będziemy mogli dowieść sobie i innym, jak poważnym graczem w Europie jest Polska.

 

źródło: Polska the Times

Ostatnia modyfikacja strony: 2010.01.27, 09:22.